Nim pojawią się kolejne rozdziały kilka słów to tym co już było. Pierwszy etap mógłby być właściwie jednym długim rozdziałem skupiającym się wokół rehabilitacji bohatera, otrzymaniu listu od Boga i wyruszeniu w tytułową podróż (wszystkie rozdziały zajmują mi w Open Office 13 stron). Drugi etap będzie znacznie dłuższy i "właściwy" dla historii. Tu mamy właściwie jedynie wprowadzenie, prolog podzielony na 10 części by łatwiej się czytało, być może w przyszłości zrobię z tego jeden długi rozdział o jakimś wspólnym tytułowym mianowniku.
Historię będzie można lepiej odbierać, mam wrażenie, poprzez narrację z punktu widzenia bohatera, pozwoli to się z nim utożsamiać lub nie zgadzać w pewnych kwestiach. Konstrukcja powieści może wydać się nieatrakcyjna- przenoszenie się z miejsca na miejsce, odkrywanie w świecie tego co my na co dzień znamy i co nie jest dla nas żadną niespodzianką, ciągłe rozterki bohatera. Nie chodziło mi o to by chwyciło to każdego. Raczej o to by samemu rozprawić się ze światem, by pokazać poprzez bohaterów, to co mówią jak go widzę. Oczywiście im dalej w powieść tym więcej akcji i bohaterów- nie będzie nudno. Trzeba jedynie wkręcić się w bardzo indywidualny i inny świat Dominica, choć w gruncie rzeczy ten sam w którym żyjemy my. Oczywiście wszystko miesza "list od Boga" i tzw. Kwestia Ostateczna. Daje mi to co najmniej kilka zakończeń historii, które rzecz jasna kiedyś poznacie lecz wiadomo, nie na tej stronie.
Ostatnią bowiem i najważniejszą informacją jest fakt, że na stronce przeczytacie równo 40 rozdziałów. Resztę będziecie mogli uzyskać poprzez kontakt ze mną lub jeśli będzie mi kiedyś dane w formie prawdziwej książki.
Póki co prześledźcie rozdział 12. Miał się ukazać jutro ale został wręcz wymuszony. Tak, Kaśka przez Ciebie! :D
sobota, 17 grudnia 2011
piątek, 16 grudnia 2011
Rozdział 11: Hotel
Rozdział 11
HOTEL
Blade światło padało na pomieszczenie w którym niepewnie stanąłem. Niewiele było w nim widać, za to czułem ohydny zapach dymu, którego źródła jak na razie nie potrafiłem umiejscowić. Zakaszlałem i zamachałem ręką przed sobą by pozbyć się smrodu.
-Pan nie palący jak widzę- usłyszałem z ciemności.
-Nie, chyba nie- odparłem szukając wzrokiem pytającego.
-No cóż nasz klient, nasz pan, chociaż ostatnio to ja sam se panem jestem he he. Już gaszę.- głos świadczył, że człowiek z którym mam do czynienia, nie należał do najmłodszych i prawdopodobnie cierpiał na jakąś ciężką chorobę. Wreszcie wyszedł z zakrywającego jego miejsce pracy cienia i powoli poczłapał do mnie. Nie przypominał ludzi których do tej pory spotkałem, jego twarz była pełna głębokich linii, oczy były zwężone, włosów miał niewiele, a zębów nie zauważyłem wcale. Za to czułem, że ma za sobą bogaty bagaż doświadczeń, problemów i przeżyć w przeciwieństwie do mnie.
- Pan z kapeli rockowej?- zapytał z podejrzliwym uśmiechem.
-Nie ja ze szpitala. Dopiero wyszedłem.
-Ze szpitala...rozumiem. Nie tacy jak pan tu gościli, wytrzymam- mruknął.-Niech pan tak nie stoi, późno już czas na spanie. Masz pan tu klucz, piętro czwarte. I radzę schodami, winda nie działa. A jeszcze jedno... pan na ile nocy?
- Ja... jeszcze nie wiem.
-Mhmmm, no to ja panu tylko powiem, że u mnie to pięć dolców za nockę. I jeśli łaska poproszę z góry- wyciągnął rękę. Zakłopotałem się na chwilę...a no tak chce pieniędzy. Pogrzebałem w plecaku i wyjąłem plik banknotów na którego widok starzec podniósł brwi do góry.
-Proszę- nie wiedziałem, że umiejętność liczenia tak szybko się przyda.
-Mhmmm, jakby co to na górze jest telefon, jakby problem był to pan dzwoni. Acha no i na koniec...Śniadania to pan u nas raczej nie zje... Więc... Tam na przeciwko jest bar, speluna straszna ale żarcie dobre. I wódka dobra.
-Dziękuję pewnie skorzystam.
- Życzę miłej nocy, że się tak wyrażę.
-A dziękuję, wzajemnie.
Staruszek odprowadził mnie wzrokiem, po czym wsadził pięć dolców do kieszeni i wrócił do swojej ciemności. Kiedy wchodziłem po schodach duszący zapach powrócił, widocznie właściciel uznał, że już może swobodnie zapalić i zrobił to. Ja tymczasem ostrożnie pokonywałem stopnie (tym razem prowadzące do góry), gdy już mi się to udało zacząłem szukać pokoju numer sześć. Prowadził do nich brudny korytarz i równie brudne, obdrapane drzwi. Zastanowiłem się jak to się robi. Jak się je otwiera. Acha klucz. No dobra tylko co z nim zrobić? Zacząłem macać powierzchnię drewna ( to nie był dobry pomysł moje ręce zrobiły się czarne) no i natrafiłem za to co chciałem. Zamek. Umieściłem w nim ostrożnie klucz. Nic się nie stało. Czyli trzeba zrobić coś jeszcze. Pchnąłem drzwi, bez skutku. Pociągnąłem za klamkę- nic. Czyli trzeba coś z kluczem zrobić. Zacząłem nim poruszać aż wreszcie wykonał on pełen obrót, coś szczęknęło i drzwi się uchyliły. Acha... Tak to działa... Wszedłem do środka. W pokoju było łóżko mała szafka a na niej... no ten, o telefon i mała lampka. No i było też wejście do jeszcze innego pokoju tyle, że już otwarte. Nie będę się ośmieszać jeszcze bardziej i przywoływać nazw jakimi wtedy określałem łazienkę wannę, prysznic (zardzewiały i niedziałający), umywalkę i sedes. Ale czułem że to bardzo ważne dla mnie pomieszczenie. Rzuciłem plecak na łóżko, otworzyłem go i wyjąłem z niego to jedzenie które mi wcześniej przygotowano. Było pyszne, choć nie wiedziałem z czego zrobione. Popiłem je herbatą z termosu po czym w ubraniu walnąłem się na pościel. Zmęczony samemu nie wiedzieć czym zasnąłem.
czwartek, 15 grudnia 2011
Rozdział 10: Wyjście
Rozdział 10
WYJŚCIE
Zapewne zastanawiacie się skąd wiedziałem jak długo mam czekać na zapadnięcie zmroku. Musicie więc wiedzieć że udało mi się obliczyć jak długo trwa mój dzień a także, że udało mi się pojąć iż dzień jest jakby wciąż zapalonym światłem na sali a noc zapada gdy zostaje ono wyłączone. W momencie kiedy korytarze stały się ciemne i puste (były takie przez cały czas mojego oczekiwania jakby przygotowane na moje przez nie przejście) wiedziałem, że nadeszła ta chwila. Wstałem, założyłem plecak i ruszyłem przez korytarz w poszukiwaniu wyjścia. Mijałem pary stojących na przeciwko siebie drzwi, mijałem szczelnie pozasłaniane okna, rośliny w donicach, tablice z ogłoszeniami bądź plakatami i automaty do kawy lub ze słodyczami. I oto na mojej drodze pojawiła się pierwsza przeszkoda: długie proste schody prowadzące na parter. Chodzić a schodzić to jak wiadomo diametralna różnica którą najbardziej odczuwają małe dzieci mocno trzymające matkę za rękę podczas pokonywania gigantycznych w ich mniemaniu stopni. Ja czułem dokładnie to samo: strach przed upadkiem, moje palce zbielały od trzymania poręczy, a oczy kłamały twierdząc, że odległość pierwszego stopnia do ostatniego zdaje się nie mieć końca. Powoli noga za nogą pokonywałem odległość w dół w dół w dół. Kiedy doszedłem do ostatniego stopnia byłem z siebie niezmiernie dumny. Mroczne korytarze stały przede mną otworem, minąłem recepcję całkowicie pustą i martwą i rozejrzałem się w poszukiwaniu głównego wyjścia. Skręciłem w lewo i zobaczyłem podwójne rozsuwające się drzwi, były oszklone, lecz widziałem za nimi jedynie ciemność. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w ich stronę. Zatrzymałem się w połowie drogi.
-Żegnajcie gdziekolwiek jesteście- szepnąłem i ruszyłem dalej. Drzwi cichutko się rozsunęły i po raz pierwszy w życiu poczułem smak nocnego powietrza. I zobaczyłem zewnętrzny świat. Przede mną rozciągał się park, drzewa poruszane wiatrem szumiały kojąco. Spojrzałem w górę... Na niebie błyszczały maleńkie punkciki. Gwiazdy- jak mi potem powiedziano- piękne, układające się w kształty przeróżnych przedmiotów... A prócz nich, kula... biała wisząca wysoko kula jakby patrząca wprost na mnie. Księżyc... Razem tworzące nieboskłon nocny, pełen magii, strachu i zwiastujące nadejście dnia. Dlaczego to właśnie noc miałem zobaczyć jako pierwszą? Zrobiło mi się zimno, a ponieważ nie mogłem już wrócić do szpitala zacząłem się rozglądać za miejscem w którym mógłbym się przespać. Przeszedłem przez park nie oglądając się za siebie. Kiedy wyszedłem z parku ujrzałem mnóstwo budynków wielkich i małych stojących obok siebie, płonących neonami, mrugających oślepiająco. Ale ludzi na ulicy nie było. Byłem tylko ja jakby zostali usunięci na moje powitanie. Zgłodniałem więc zajrzałem do plecaka, natrafiłem wtedy przypadkiem na zeszyt. Otworzyłem na pierwszej stronie: był na niej wyraz ,,HOTEL,,. Zacząłem się zastanawiać co to jest ten hotel gdy nagle mój wzrok spoczął na wielkim neonie który głosił dokładnie to samo co wyraz na kartce. Acha, czyli hotel to budynek. Poszedłem więc w jego stronę, stanąłem przed jego drzwiami i w końcu postanowiłem do niego wejść...
środa, 14 grudnia 2011
Rozdział 9: List
Rozdział 9
LIST
Rano nikt się nie zjawił. Ani ojciec ani matka nie nawiedzili mnie jakby wiedzieli, że podczas czytania przeze mnie listu nikogo nie powinno być na sali. I w tej wszechogarniającej ciszy otworzyłem kopertę. Powoli rozłożyłem zapisany od góry do dołu papier i przyjrzałem się charakterowi pisma. Był piękny. Litery zdawały się płynnie ze sobą łączyć jakby od samego początku ich istnienia było wiadomo która z którą będzie dawała w syntezie porywający wzór. Papier, który trzymałem w dłoni był zrobiony z delikatnej faktury jakby przeźroczysty i przy tym pachnący mieszaniną najróżniejszych kwiatów. Kiedy wyrwałem się z tej wizualnej hipnozy i wreszcie skupiłem na treści odkryłem to co miałem odkryć czyli sens mojego przebudzenia...
Wybrańcze
Oto Ja staję przed Tobą w tych słowach by rozwiać Twe wszelkie wątpliwości. Jam jest Twój Pan i Bóg, Twój Kreator, Stworzyciel tego świata i wszechświata go otaczającego. Tyś mym dziełem Wybranym do poznania świata, Twą misją zbadanie go w każdym aspekcie. Będziesz Mym Skrybą i wszystko co zaobserwujesz zapiszesz. Zapewne obce Ci są powody Mojego Ciebie wyboru, nie lękaj się są one wynikiem Mej głęboko przemyślanej decyzji. Albowiem to powołałem Ciebie boś czysty zarówno na duchu jak i umyśle i Twą decyzją kierować się będę w Kwestii Ostatecznej. A Kwestia ta z Twych zapisków wysnuta zostanie. Musisz w tą wędrówkę wyruszyć już teraz, bez pożegnań i łez, w nocy, wszystko co będzie Ci do niej potrzebne odnajdziesz. Pamiętaj o Jednym szukaj tylko Prawdy bo tylko Ona jest zdolna uratować to Czego dokonałem. Kieruj się Duszą nie Ciałem, zaprawdę to drugie zawszę prowadzi do zguby. Nie daj się zwieść wzrokowym omamom, oczy nie zawsze widzą to co jest realne. Słuchaj i bądź słuchany, pytaj i żądaj odpowiedzi, przejdź przez świat tak jak będziesz mógł najlepiej. Ucz się od mędrców i unikaj głupców, bądź gotów na Me przyjście w każdym momencie. Wystrzegaj się tego co nieczyste i dawaj świadectwo innym. Tak Ja Ci powiadam Pan Twój i Bóg Twój Wybrańcze. Zaprawdę wstań, idź i wypełnij misje.
Na tym list się kończył. Po pierwszym przeczytaniu nie rozumiałem wiele po za tym, że słowa pisane w nim wielką literą miały w nim dość szczególne znaczenie i były to słowa oznaczające mnie oraz Jego. Po drugim przeczytaniu zdałem sobie sprawę, że tej nocy nie prześpię w szpitalu, lecz po za nim i, że nie wolno mi się przed odejściem pożegnać z rodzicami. Po trzeciej kontemplacji zastanowiłem się dlaczego niby miałbym to uczynić, a za czwartym odpowiedź narzuciła się sama:,,Tak trzeba,,. Nadawca listu jawił mi się jako ktoś kto ma prawo rozkazania mi udania się w tę całą podróż. Był to rozkaz bezwarunkowy do, którego sam nie wiedzieć czemu postanowiłem się niezwłocznie ustosunkować. To z czym miałem wyruszyć znalazłem pod łóżkiem: plecak, a w nim trochę ubrań, jedzenia i no... tych... pieniędzy. Wstałem z pościeli rozchodziłem nogi po czym przebrałem się, nałożyłem plecak i zastanawiając się kto mi przygotował rynsztunek wyszedłem z sali. Korytarz był jak na życzenie pusty. Tylko jedno mi nie pasowało: pora. Było przed południem a ja chciałem już wyjść...,, Moja pochopność mogła by mnie zgubić gdybym nie był jej świadomy,, pomyślałem i zawróciłem. Może, uznałem siadając z powrotem, ktoś mnie powstrzyma do wieczoru...może ktoś przyjdzie? No właśnie? Gdzie są wszyscy?... Szybko przestałem o tym myśleć...A może ktoś przestał mi kazać, nieważne. Wiercąc się na posłaniu bezmyślnie oczekiwałem pory, która niebawem miała nadejść.
wtorek, 13 grudnia 2011
Muzyczne podsumowanie roku 2011
Ahem po długim zastanawianiu się gdzie kogo umieścić lista wyróżnionych i powody dla których są na tej a nie innej pozycji.
1. Fair To Midland- "Arrows & Anchors"
Zespół ten podbił mnie już ładnych kilka lat temu. Ma niesamowite wyczucie melodii, kapitalne piosenki, świetnego wokalistę. Styl? Mieszanie metalu z rockiem progresywnym, przyprawione takimi instrumentami jak banjo, instrumenty klawiszowe, organy. Wszystko to okraszone taką dawką czadowej melodii, że trudno się oderwać. Najlepsze utwory? Właściwie mógłbym wymienić wszystkie ale dla ułatwienia niech będzie to prześliczny "Amarillo Sleep On My Pillow" zaczynający się niewinnie a przeradzający się w prawdziwą burzę "Uh-Oh" i skaczący po nastrojach iście schizofreniczny "Rikki Tikki Tavi". Fantastyczny, kolorowy i przebijający poprzednika album!
2. Mastodon- "The Hunter"
Bestia złagodziła pazury. Czasy "Remission" czy "Leviathana" już nie powrócą. Nie nagrają też już czegoś takiego jak "Crack The Skye", najbliżej temu albumowi do "Blood Mountain". Tylko w pewnym sensie jako, że mamy tu zestaw rozstrzelonych stylistycznie piosenek i zdarzają się tak piękne utwory jak "The Sparrow", dziwne jak "Octopus Has No Friend" hiciarskie pachnące lekko stonerem "Curl Of The Burl" czy po prostu kopiące po tyłkach jak "Stargasm". Zespół wciąż poszukuje , nie zamyka się w swojej stylistyce, a przy całej swojej przebojowości nie traci nic ze swej "mamuciej" ociężałości. Nasuwa się tylko jedno pytanie. Co dalej panowie?
3.Limp Bizkit- "Gold Cobra"
W zestawieniu z takimi artystami jak Mastodon czy Nightwish obecność Fredzia w czapeczce wydaje się być dość kontrowersyjna. I to na tak wysokiej pozycji. Wyjaśnienie jest proste- TEN ALBUM KOPIE DUPSKO! Kawałki takie jak "Bring It Back" z fantastyczną grą perkusji, wściekłość "Get A Life" pełen fucków "Douchebag", bujający "Autotunage" hiciarckie "Gold Cobra i "Shotgun". No i mój osobisty faworyt- kojarzący mi się w pewnym senie z A Perfect Circle "Walking Away" z rozdzierającą końcówką. Na imprezę jak znalazł! LB is fuckin back!
4.Nightwish- "Imaginaerum"
Wspaniały koncept album przenoszący słuchacza do krainy mrocznych baśni ("Scaretale"), na Dziki Zachód ("Turn Loose The Mermaids") czy nawet do baru w którym występuje jazzowy zespół ("Slow, Love, Slow"). Album, tak jak poprzednik zresztą pokazuje, że Nightwish bez Tarji ma jak najbardziej rację bytu. Pokazuje zespół kreatywny, pełen pasji w tym co robi a przede wszystkim melodyjny i przebojowy choć daleki od sztampy. Oby tak dalej!
5.KoRn- "The Path Of Totality"
Album z działki kochaj- nienawidź lub... daj szansę. I ja wciąż daję temu albumowi szansę. Nie chodzi o to, że uważam, że dubstep to jakiś koszmar- Skrillex ma kilka świetnych łamiących psychę wałków co się chwali i gdyby tylko z nim nagrali ten album podejrzewam, że album stałby wyżej w notowaniu. A tak jest album zrobiony z pomysłem lecz z nie do końca wykorzystanym potencjałem. Gdyby niektóre kawałki wydłużyć lub pokombinować tak jak "Bleeding Out" w którym pojawiają się świetnie wkomponowane dudy byłoby mistrzostwo świata a tak... Album bardzo dobry lecz nie wybitny.
6.Cynic- "Carbon-Based Anatomy"
Umieszczenie EP-ki w takim zestawieniu również może być uznane za nie na miejscu. Rozpływałem się nad tymi trzema kawałkami i nadal rozpływam więc dlatego taka wysoka lokata. Warto też zbadać struktury tych "mantrowych" wypełniaczy i należy poczytać wywiady z twórcami by go zrozumieć. Przyjmując, że kolejny album nagrają w takim tempie jak następcę debiutu ("Focus") może nas czekać siedemnaście lat oczekiwania! Należy się więc cieszyć choćby z takich małych wydawnictw jako, że obcuje się z prawdziwą sztuką.
7.In Flames- "Sound Of Playground Fading"
Z wiekiem chłopaki złagodnieli i nawet etykietka "melodeath" do nich nie bardzo pasuje. Nie znaczy to jednak, że nagrywają złe albumy, wręcz przeciwnie. Bardzo fajnie słucha się takich kawałków jak "When Dead Ships Dwell" czy "Liberation". Ciekawy zabieg jest w "The Attic" taki niepokojący klimat i dający do myślenia tekst. Stanowczo wybijający się In Plues album.
8.Decapitated- Carnival Is Forever
Niesamowity powrót zespołu do którego powrotu wcale nie musiało dojść. Nowy wokalista i perkusista. Kawałki trudne, matematyczne choć wciąż death metalowe. Trzymające w napięciu "A View From A Hole" połamańce w rodzaju "404" czy rozbudowany utwór tytułowy. I jeszcze "Silence"- balladowy hołd złożony Vitkowi. Album o klasie światowej zdmuchujący śmieszne poczynania choćby ostatniego Mobid Angel. Za przeproszeniem Death Metal Kurwa Mać!
9.Minushuman- Bloodthrone
Jestem fanem Gojiry, Strapping Young Lad, lubię The Haunted. Kiedy przyglądałem się temu albumowi w Empiku przeczytałem, że to album dla fanów wyżej wymienionych kapel. Pierwszy raz zasugerowałem się jakąś nalepką czy czymś. Trafili bezbłędnie. Zespół słabo znany, bo i to dopiero jego drugie pełnowymiarowe dzieło. Ale mam nadzieję, że kiedyś będzie wymieniany wraz z moimi ulubieńcami. "The Day We Died' "Three Mile Island" "Godspeed"... porywające granie, przy czym przebojowe. "The Size Of An Ocean"- piękne czyste wokale. No i centryczny punkt albumu- "Forgotten Fields" siedmiominutowy lecz nie nużący ze świetnym motywem przewodnim. Jest potencjał. Póki są pod skrzydłami Season Of Mist nie zginą. Potem mam nadzieję może być tylko lepiej.
10.Coma- Coma (lub Czerwony Album)
Nie ma się co oszukiwać to najgorszy ich album. Ale tylko dlatego, że z debiutem nie ma co konkurować, "Zaprzepaszczone" są lepsze choćby z powodu tytułowego, "Hipertrofia" natomiast to ich opus magnum możliwości. Tu mamy skakanie po nastrojach, zabawę i brak myśli przewodniej co ma swoje i wady i zalety. Wada podstawowa- odeszli od formuły naprawdę długich utworów jedynie "0 Rh+" i "Rudy" są w tej stawce dość rozbudowane i są jednymi z najlepszych kawałków. Z balladowych- świetne "Los cebula i krokodyle łzy". No i kopiące "Angela" i "Deszczowa piosenka". Nie mam pojęcia co jeszcze wymyślą. Dla mnie tym albumem dobrnęli do ściany. Co dalej czas pokaże.
Nie zmieściły się do dychy dobre albumy Opeth- "Heritage" Foo Fighters- "Wasting Light", Tides From Nebula- "Earthshine", Dir En Grey- "Dum Spiro Spero", Fleshgod Apocalypse- "Agony", Vader- "Welcome To The Morbid Reich", Anaal Nathrakh "Passion".
Rozczarowały mnie przede wszystkim nowe albumy Sepultury- "Kairos", Morbid Angel- "Illud Divinum Insanus", Evanescence- "Evanescence" i Red Hot Chili Peppers- "Im With You"
I to by było na tyle. Kolejne rozdziały książki już wkrótce. A także moje ogólne refleksyjne podsumowanie roku. Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta... Dzyń, dzyń, dzyń...
1. Fair To Midland- "Arrows & Anchors"
Zespół ten podbił mnie już ładnych kilka lat temu. Ma niesamowite wyczucie melodii, kapitalne piosenki, świetnego wokalistę. Styl? Mieszanie metalu z rockiem progresywnym, przyprawione takimi instrumentami jak banjo, instrumenty klawiszowe, organy. Wszystko to okraszone taką dawką czadowej melodii, że trudno się oderwać. Najlepsze utwory? Właściwie mógłbym wymienić wszystkie ale dla ułatwienia niech będzie to prześliczny "Amarillo Sleep On My Pillow" zaczynający się niewinnie a przeradzający się w prawdziwą burzę "Uh-Oh" i skaczący po nastrojach iście schizofreniczny "Rikki Tikki Tavi". Fantastyczny, kolorowy i przebijający poprzednika album!
2. Mastodon- "The Hunter"
Bestia złagodziła pazury. Czasy "Remission" czy "Leviathana" już nie powrócą. Nie nagrają też już czegoś takiego jak "Crack The Skye", najbliżej temu albumowi do "Blood Mountain". Tylko w pewnym sensie jako, że mamy tu zestaw rozstrzelonych stylistycznie piosenek i zdarzają się tak piękne utwory jak "The Sparrow", dziwne jak "Octopus Has No Friend" hiciarskie pachnące lekko stonerem "Curl Of The Burl" czy po prostu kopiące po tyłkach jak "Stargasm". Zespół wciąż poszukuje , nie zamyka się w swojej stylistyce, a przy całej swojej przebojowości nie traci nic ze swej "mamuciej" ociężałości. Nasuwa się tylko jedno pytanie. Co dalej panowie?
3.Limp Bizkit- "Gold Cobra"
W zestawieniu z takimi artystami jak Mastodon czy Nightwish obecność Fredzia w czapeczce wydaje się być dość kontrowersyjna. I to na tak wysokiej pozycji. Wyjaśnienie jest proste- TEN ALBUM KOPIE DUPSKO! Kawałki takie jak "Bring It Back" z fantastyczną grą perkusji, wściekłość "Get A Life" pełen fucków "Douchebag", bujający "Autotunage" hiciarckie "Gold Cobra i "Shotgun". No i mój osobisty faworyt- kojarzący mi się w pewnym senie z A Perfect Circle "Walking Away" z rozdzierającą końcówką. Na imprezę jak znalazł! LB is fuckin back!
4.Nightwish- "Imaginaerum"
Wspaniały koncept album przenoszący słuchacza do krainy mrocznych baśni ("Scaretale"), na Dziki Zachód ("Turn Loose The Mermaids") czy nawet do baru w którym występuje jazzowy zespół ("Slow, Love, Slow"). Album, tak jak poprzednik zresztą pokazuje, że Nightwish bez Tarji ma jak najbardziej rację bytu. Pokazuje zespół kreatywny, pełen pasji w tym co robi a przede wszystkim melodyjny i przebojowy choć daleki od sztampy. Oby tak dalej!
5.KoRn- "The Path Of Totality"
Album z działki kochaj- nienawidź lub... daj szansę. I ja wciąż daję temu albumowi szansę. Nie chodzi o to, że uważam, że dubstep to jakiś koszmar- Skrillex ma kilka świetnych łamiących psychę wałków co się chwali i gdyby tylko z nim nagrali ten album podejrzewam, że album stałby wyżej w notowaniu. A tak jest album zrobiony z pomysłem lecz z nie do końca wykorzystanym potencjałem. Gdyby niektóre kawałki wydłużyć lub pokombinować tak jak "Bleeding Out" w którym pojawiają się świetnie wkomponowane dudy byłoby mistrzostwo świata a tak... Album bardzo dobry lecz nie wybitny.
6.Cynic- "Carbon-Based Anatomy"
Umieszczenie EP-ki w takim zestawieniu również może być uznane za nie na miejscu. Rozpływałem się nad tymi trzema kawałkami i nadal rozpływam więc dlatego taka wysoka lokata. Warto też zbadać struktury tych "mantrowych" wypełniaczy i należy poczytać wywiady z twórcami by go zrozumieć. Przyjmując, że kolejny album nagrają w takim tempie jak następcę debiutu ("Focus") może nas czekać siedemnaście lat oczekiwania! Należy się więc cieszyć choćby z takich małych wydawnictw jako, że obcuje się z prawdziwą sztuką.
7.In Flames- "Sound Of Playground Fading"
Z wiekiem chłopaki złagodnieli i nawet etykietka "melodeath" do nich nie bardzo pasuje. Nie znaczy to jednak, że nagrywają złe albumy, wręcz przeciwnie. Bardzo fajnie słucha się takich kawałków jak "When Dead Ships Dwell" czy "Liberation". Ciekawy zabieg jest w "The Attic" taki niepokojący klimat i dający do myślenia tekst. Stanowczo wybijający się In Plues album.
8.Decapitated- Carnival Is Forever
Niesamowity powrót zespołu do którego powrotu wcale nie musiało dojść. Nowy wokalista i perkusista. Kawałki trudne, matematyczne choć wciąż death metalowe. Trzymające w napięciu "A View From A Hole" połamańce w rodzaju "404" czy rozbudowany utwór tytułowy. I jeszcze "Silence"- balladowy hołd złożony Vitkowi. Album o klasie światowej zdmuchujący śmieszne poczynania choćby ostatniego Mobid Angel. Za przeproszeniem Death Metal Kurwa Mać!
9.Minushuman- Bloodthrone
Jestem fanem Gojiry, Strapping Young Lad, lubię The Haunted. Kiedy przyglądałem się temu albumowi w Empiku przeczytałem, że to album dla fanów wyżej wymienionych kapel. Pierwszy raz zasugerowałem się jakąś nalepką czy czymś. Trafili bezbłędnie. Zespół słabo znany, bo i to dopiero jego drugie pełnowymiarowe dzieło. Ale mam nadzieję, że kiedyś będzie wymieniany wraz z moimi ulubieńcami. "The Day We Died' "Three Mile Island" "Godspeed"... porywające granie, przy czym przebojowe. "The Size Of An Ocean"- piękne czyste wokale. No i centryczny punkt albumu- "Forgotten Fields" siedmiominutowy lecz nie nużący ze świetnym motywem przewodnim. Jest potencjał. Póki są pod skrzydłami Season Of Mist nie zginą. Potem mam nadzieję może być tylko lepiej.
10.Coma- Coma (lub Czerwony Album)
Nie ma się co oszukiwać to najgorszy ich album. Ale tylko dlatego, że z debiutem nie ma co konkurować, "Zaprzepaszczone" są lepsze choćby z powodu tytułowego, "Hipertrofia" natomiast to ich opus magnum możliwości. Tu mamy skakanie po nastrojach, zabawę i brak myśli przewodniej co ma swoje i wady i zalety. Wada podstawowa- odeszli od formuły naprawdę długich utworów jedynie "0 Rh+" i "Rudy" są w tej stawce dość rozbudowane i są jednymi z najlepszych kawałków. Z balladowych- świetne "Los cebula i krokodyle łzy". No i kopiące "Angela" i "Deszczowa piosenka". Nie mam pojęcia co jeszcze wymyślą. Dla mnie tym albumem dobrnęli do ściany. Co dalej czas pokaże.
Nie zmieściły się do dychy dobre albumy Opeth- "Heritage" Foo Fighters- "Wasting Light", Tides From Nebula- "Earthshine", Dir En Grey- "Dum Spiro Spero", Fleshgod Apocalypse- "Agony", Vader- "Welcome To The Morbid Reich", Anaal Nathrakh "Passion".
Rozczarowały mnie przede wszystkim nowe albumy Sepultury- "Kairos", Morbid Angel- "Illud Divinum Insanus", Evanescence- "Evanescence" i Red Hot Chili Peppers- "Im With You"
I to by było na tyle. Kolejne rozdziały książki już wkrótce. A także moje ogólne refleksyjne podsumowanie roku. Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta... Dzyń, dzyń, dzyń...
Rozdział 8: Ruch
Rozdział 8
RUCH
Kiedy otworzyłem rano oczy stwierdziłem, że mogę ruszać palcami u stóp...Zgiąłem kolana... Mogę się ruszać! Ale czy dam rade wstać? Odkryłem się. Przez chwilę obserwowałem swoje palce. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Piąty jest fajny, największy. Po za tym są takie inne od tych u rąk.
-No to wstajemy- mruknąłem do siebie.
Powoli podnosiłem się z łóżka, spuściłem nogi za poręcz. Stopy dotknęły podłogi... uuuuu... zimna jak lód. Zaparłem się dolną częścią ciała by górna mogła się podnieść. Udało się! Stałem równo może przez trzydzieści sekund i... ŁUP! Leżałem jak długi.
-AŁA.
-Co jest?- tata pojawił się znikąd.
-Chcę chodzić- palnąłem z pozycji leżącej.
-Wczoraj jeszcze nie ruszałeś palcami u nóg...
-Wczoraj...było wczoraj.
-No tak, daj rękę pomogę ci. Kładź się i nie wstawaj na razie. Po śniadaniu przyjdzie pani, która pomoże ci stawiać pierwsze kroki, dobrze?
-Niech będzie... Tato a kiedy będę mógł coś zjeść jak wy?
-A jaki dziś mamy dzień?
-Nie wiem.
-A no tak dni tygodnia są ci jeszcze obce. Pojutrze. Za dwa dni.
Po dwóch godzinach przyszła bardzo miła, młoda pani.
-No to co zaczynamy?
-Tak proszę pani.
-Jestem Jenny, nie pani i nie pani Jenny. Po prostu Jenny.
-Rozumiem.
-To do roboty.-uśmiechnęła się promiennie.
No i zaczęło się. Stękałem, sapałem, czasem nawet krzyczałem z bólu, ale twardo pozwalałem się maltretować kobiecie, która rozprostowywała mnie, masowała i próbowała doprowadzić do używalności moje dolne partie ciała. Wreszcie zacmokała jakby sama do siebie z nieukrywaną satysfakcją popatrzyła na mnie i zapytała:
-Gotowy na pierwsze kroki?
-Tak...Chyba...
-Obejmij moje ramię.- poprosiła a ja z lekkim wahaniem zrobiłem to.- No to wstajemy- powiedziała dziarsko i razem podnieśliśmy się z łóżka. Mrówki, które towarzyszyły jeszcze niedawno moim stopom zniknęły, pięty dotknęły zimnej podłogi i poczuły się całkiem przyjemnie a nawet więcej- pewnie. Zrobiłem pierwszy krok... potem następny... i jeszcze jeden...
-Czy mogę teraz spróbować sam bez pa... twojego oparcia?
-Jasne, w razie czego cię złapie za rękę.
Skupiłem się na tym by dojść do okna, ponieważ bardzo chciałem zobaczyć co znajduje się za zasłoną, która wiecznie je zakrywała. Powoli człapałem w jego stronę, Jenny obserwowała moje poczynania z lekkim uśmiechem na swojej uroczej twarzy. Kiedy już byłem przy oknie i sięgałem do kotary dziewczyna podeszła do mnie gwałtownie i odciągnęła od niej.
-NIE! Nie wolno ci... jeszcze nie!
-Słucham? Nie rozumiem...
-To znaczy... ty jeszcze nie możesz... to byłby szok...
-Ja...
-Połóż się ale już... teraz nie czas na zaspokajanie ciekawości.
Jej zachowanie bardzo mnie zaniepokoiło. Nie miałem pojęcia co znajduje się za zasłoniętą szybą ale miałem wrażenie, że to nic dobrego... Posłuchałem w milczeniu i nie zadawałem żadnych pytań. Ona w ułamku sekundy ulotniła się z sali nawet sie nie pożegnawszy, a chwilę później wydarzyło się coś jeszcze dziwniejszego: na swojej poduszce zobaczyłem białą, lśniącą kopertę zaadresowaną do mnie. W momencie kiedy miałem ją otworzyć do sali weszła przysadzista, niska pani, która zapytała:
-Gotowy na lekcje chodzenia?
-To pomyłka ja umiem chodzić- w odpowiedzi wstałem podszedłem do niej i wróciłem na miejsce.
-Skierowano mnie do tej sali- odparła zaskoczona.
-Mmmmm przykro mi ja nie wymagam leczenia- jakoś nie miałem ochoty przyznać że była u mnie ta cała Jenny.
Kobieta w odpowiedzi wzruszyła ramionami i wyszła.
Spojrzałem na tył koperty było tam zdanie ,,Otworzysz ją jutro,,. Zaskoczony treścią polecenia odłożyłem ją pod poduszkę i położyłem się. Próbowałem to wszystko ogarnąć ale żadne logiczne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy, a w niej kołatała mi się myśl...,,Nie pokaże listu rodzicom nie wolno mi... tak samo jak nie wolno podejść do okna,,. To była pierwsza noc w którą sen nie chciał nadejść... Miałem wrażenie, że jutro wydarzy się coś co zgasi moje dotychczasowe dokonania. Coś co będzie przełomowe dla mnie i mojego otoczenia. I miałem się jutro przekonać, że moje przewidywania były w stu procentach słuszne.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Rozdział 7: Pismo
Rozdział 7
PISMO
Myślałem, czułem, mówiłem...Myliłem się w liczbach, myliłem też niektóre przedmioty, ale to i tak nie miało dużego znaczenia. Ważne było, że moje ręce były już w pełni zdrowe. W kilka minut opanowałem trzymanie długopisu. Nie miałem na czym oprzeć kartki, od pasa w dół byłem wciąż martwy.
-Tato daj mi coś pod to
-Pod kartkę? A co będziesz pisać?- zdumiał się- Przecież nie znasz liter.
-Ale znam słowa. Wiem jak wyglądają. Wiem, że słowo ,,lampa,, składa się z pięciu części.
-Nie części, liter.
-Tak, liter. Widzę je. O tu.- pokazałem długopisem na skroń.
-Widzisz litery?
-Tak, liczb nie ale litery tak. Widzę ich kształt.
-Napiszesz coś?
-Podaj słowo.
-Słowo...Niech będzie ,,tata,,.
-Dobrze. TATA. Już wiem T... dwie kreski...pionowa i pozioma łączą się...w słowie pojawia się dwa...tak, dwa razy. A... Trzy kreski jak złączone ze sobą palce dłoni ale nie złożone, oddalone i linia które je przecina... Także dwa razy w słowie. No i jest, choć i zobacz.
-Rzeczywiście...Hej wygrałem dziesięć tysi!
-Co to tysie?
-Tysiące. Bardzo duża liczba.
-Tysiące? Czego?
-Pieniędzy!
-Co to?
-Coś takiego- tata pogrzebał w kieszeni i wyjął kawałek papieru i coś błyszczącego i okrągłego.
-Tu są słowa... Na papierze... D-z-i-e-s-i-ę-ć d-o-l-a-r-ó-w. Dziesięć dolarów. Co to dolarów?
-Dolar... Tym się płaci.
-Płaci? Za co?
-Za wszystko. Moment...Ty... przeczytałeś napis na banknocie?
-Jeśli ten... eeee... bank-not to dolar to tak.
-Kochanie, panie doktorze, szybko!- wrzasnął tata.
Wbiegli. Ojciec pokazał im kartkę.
-Pan sobie kpi. To nie możliwe by napisał nie władając rękoma... Jasny gwint on do mnie MACHA!
-Dzień dobry panie doktorze- powiedziałem- Mogę prosić inną kartkę?
-Tak jasne- tata dał mi kolejną.
-Napisz ,,mama,,-poprosiła moja rodzicielka.
-Nie, za łatwe ma dwa razy ,,a,, a je już znam.
-Napisz ,,doktor,, a najlepiej ,,habilitowany,,.-podpowiedział lekarz.
-To nie fair może się pomylić w pisowni-odparł ojciec.
-I tak już mnie pan oskubał z kasy, przynajmniej mi satysfakcja zostanie...
-Nic z tych rzeczy ,,DOKTOR HABILITOWANY,, jak żywy- odparła matka.
-Skąd wiesz jakich użyć liter?- facet w białym kitlu złapał się za głowę.
-Wiem i już. Czytać też umiem.
-Ale...CO?
-Niech mi pan da no...co to jest to z obrazkami i słowami?
-Gazeta, masz-podał mi.
-New York Times-przeczytałem.
-Chłopaki na sympozjum mi nie uwierzą...
-Panie doktorze co dalej?-zapytała matka.
-Z czym?
-Z edukacją!?
-Eeee... Nie wiem! Do diabła to geniusz! Dominiku co chciałbyś wiedzieć? Czego nauczyć?
-Wiedzieć wszystko i nauczyć wszystkiego- odparłem zgodnie z prawdą.
-No tak... A teraz?
-Chce liczyć.
-Przyniosę ci tablice do badania wzroku. Są tam litery, liczby, różne przedmioty i w ogóle.
-Dziękuje.
-Nie ma za co. Taki gratis do tych tysiaków dla twojego ojca. Tylko za co ja kupie tablice z napisem CUDOWNE UZDROWISKO?
Wszyscy się zaśmiali. Do wieczora umiałem już wszystkie podstawowe czynności matematyczne. To był wyczerpujący dzień. Zasnąłem bardzo szybko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)